środa, 23 grudnia 2009

Życzenia

Zaczarowana magią Świąt, stanę samotnie pod rozgwieżdżonym niebem i patrząc na spadające płatki śniegu, pomyślę o ludziach, których noszę w sercu, życząc im spokojnych Świąt, wszędzie tam, gdziekolwiek są...

czwartek, 19 listopada 2009

Mój haft

Od dawna nic nie pisałam ,bo...jestem zmęczona....ciągłymi migrenami. Częstymi wizytami w szpitalu po zastrzyki,żeby chodź trochę ulżyło.
Mimo bólu coś mi się udało stworzyć. I wyobraźcie sobie....sama wyhaftowałam do swojej osobistej kuchni taki oto obrazek. Mało pracy, dużo przyjemności a efekt zobaczcie i oceńcie:

wtorek, 13 października 2009

Prezent z okazji ślubu


W ten oto sposób po miesiącu od chwili wręczenia zamieszczam moja prawie ostatnia pracę. To był prezent ślubny.

czwartek, 27 sierpnia 2009

FASOLKA SZPARAGOWA W POMIDORACH


1 kg fasolki szparagowej
20 dag marchwi
20 dag cebuli
1/2 szkl oleju
15 dag koncentratu pomidorowego
1 łyżka soli
1 łyżka octu
1 łyżka cukru
można dodać pieprz do smaku
Fasolkę ugotować bez soli i pokroić. Marchew zetrzeć na tarce jarzynowej, a cebulę pokroić w kostkę i razem udusić w oleju.
Wszystkie składniki połączyć, wymieszać i wkładać do słoików. Pasteryzować 10 minut.

środa, 26 sierpnia 2009

Rosyjska sałatka krabowa

Składniki:
  • mała główka kapusty pekińskiej
  • opakowanie paluszków krabowych (surimi)
  • pęczek koperku
  • puszka kukurydzy
  • 3łyżki majonezu
  • 3łyżki jogurtu naturalnego
Przygotowanie:
  1. Kapustę pekińską myjemy, osuszamy, odcinamy twardy głąb i szatkujemy.
  2. Paluszki krabowe (rozmrożone) kroimy w drobną kostkę.
  3. Koperek płuczemy pod bieżącą wodą, następnie osuszamy i drobno siekamy. Kukurydzę osączamy z zalewy.
Wszystkie składniki wkładamy do salaterki, lekko mieszamy. Majonez łączymy z jogurtem i polewamy sałatkę, następnie jeszcze raz delikatnie mieszamy.

RADA: Sałatka nie wymaga solenia , ale można użyć innych ulubionych przypraw.

Smacznego!

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Zabolało.

Dzisiaj przeczytałam takiego oto posta w blogu, na który zaglądam:

Całuje ją i dziecko na pożegnanie, żegna się tak jak zawsze, wyjeżdża na dwudniowe służbowe szkolenie. Jest spokojny, jest jak zawsze. Przez dwa dni dzwoni do niej, Ona zachowuje się normalnie, tak jak zawsze zdaje mu relacje z całego dnia, mówią sobie Kocham Cię na pożegnanie. Dwa dni później On powraca do niej , do dziecka , do domu. I zastaje tam puste ściany i białą kanapę na środku pokoju. Nie ma nic, nie ma jej ubrań,kosmetyków, nie ma zabawek dziecka, nie ma mebli. Jest załamany, płacze, nie wie co się dzieje, dzwoni do niej lecz w tel. zimny głos- Nie ma takiego numeru. Zmieniła wszystko. Zniknęła. Usunęła wszelaki kontakt do niej. Wredna, okropna, bezduszna?! Wróć. Dla dziecka poświęcała wiele, wiele wybaczyła, lecz nie mogła znieść jego wyimaginowanych historii, to jak ją prześladował i śledził. Wiedziała o wszystkim, znosiła to lecz do momentu gdy nadarzyła się okazja by uciec od tego wszystkiego nie zawahała się. Jest jej teraz dobrze, jest szczęśliwa, sama z dzieckiem.

Od miłości do nienawiści jeden krok. Każdy z nas może wrócić w puste ściany. Historia prawdziwa."

Zabolała mnie. Czemu tak?

środa, 19 sierpnia 2009

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

RATUNKU!!!Gorąco!!

Ja chyba pochodzę z innej bajki. Nie wiem czy aż tak boli myślenie. Jednak jedno wyjście do miasta i przekonuję się,że tak. Myślenie boli. Mam szczęście w tym roku ,bom chora przecież i nie byłam w mieście w zasadzie od miesiąca. Wczoraj jednak musiałam wyjechać. A właściwie mąż mnie na trochę wywiózł. Jednak to szczegół i nie o tym chciałam. Bolą mnie widoki tego typu: mama idzie, w zwiewnej sukieneczce bez ramiączek ( duszno i gorąco było, jakieś 29 stopni w cieniu), pcha przed sobą wózek. Jak myślicie jaki widok znajdziemy zaglądając do środka? Mała biedna istotka naubierana jakby była zima, kocykiem (oj co ja tu bredzę grubym ogromniastym kocem poskładanym chyba na 4 albo więcej), grubaśna czapeczka. Biedna buziunia obsypana potówkami. Mało tego: osłonka przeciw wiatrowa (znaczy ta dokładana do wózka żeby używać zimą) zaciągnięta SZCZELNIE. Chciało mi się wyć jak to zobaczyłam. Ale pamiętam komentarze sprzed dwóch lat kiedy to moja młodsza latorośl urodziła się 21 czerwca i było gorąco. Nie dość,że dziecko wyszło na spacer na drugi dzień po powrocie ze szpitala to jeszcze (UWAGA!!!!) w samym cieniuteńkim body bez żadnych skarpet, z goła głową ( przecież było zniesione w głęboki wózku, tam nie ma szans żeby je zawiało). Ależ te durne baby mi ciągle gadały,że uszy przeziębię. I guzik prawda. Dziecku było świetnie. Mało tego spało najsmaczniej na dworku kiedy wózeczek bujał na wertepach. Nie mówię,że nie brałam pieluszki do przykrycia ale tylko po to żeby nóżki nie spaliło słonko ,jakby świeciło na nie. Jednak nie widziałam takiej potrzeby żeby zasłaniać nią. Wózki maja przecież możliwość dopięcia parasolki. Rok później też małego nie ubierałam. Jak była temperatura powyżej 20 stopni to w wózku nie miał butów zakładanych. Brałam je tylko żeby pod wózek włożyć...jakby maluch miał ochotę przejść kawałek. Pytanie za 100 punktów kto tu jest dziwny ja czy one??

piątek, 7 sierpnia 2009

Co trzecia ciężarna pije ....alkohol

Przeczytałam przed chwila artykuł o piciu kobiet. Nie dotknąłby mnie tak bardzo gdyby nie dotyczył kobiet w ciąży. Może nie jestem jakoś tam strasznie doświadczoną mamą. Jednak mam za oba dwie ciąże. Jakieś to doświadczenie jednak jest. Przepracowałam też 5 lat jako nauczyciel. Widziałam więc trochę jak może wpływa alkohol na dzieci. Rozumiem,,że w ciązy sa mdłości ( o zgrozo to nazywa się mdłości poranne a ja cały dzień wymiotowałam). Nie przyszło mi jednak do głowy napić się ani ina ani piwa. Nie piłam alkoholu. Mimo palenia papierosów w ciąży rezygnowałam z nich całkowicie. Przeciez nie można truć dziecka. I tak było ono skazane na życie w zanieczyszczonym warszawskim środowisku jednak....starałam się zminimalizowac toksyny. Nie wiem jak można być lekkomyślną osobą na tyle ,żeby pić. Jak tłumaczą swoje postępowanie takie mamuśki?: Przecież lekarz nie ostrzegał ich,że to szkodliwe dla dziecka. Wymówka dobra jka każda inna. Inne twierdzą,że łożysko chroni dziecko. Pewnie,że chroni ale nie przed truciznami. Nie zdają sobie sprawy,że alkohol szkodliwyn jest na układ nerwowy dziecka, że może wywołać płodowy zespół alkoholowy. Jakoś to będzie. A potem tragedia. Dziecko niedonoszone i nie jest w stanie przeżyć. Inny scenariusz to przedwczesne poronienie.
Najbardziej niebezpieczny jest alkohol w pierwsych 3-5 tygodniach ciąży. Wywołuje wtdy największe uszkodzenia móżgu i układu nerwowego.
Co na to statystyki? Co trzecia ciężarna sięga po kieliszek.
O zgrozo. Czy w alkoholu nie powinny znajdowac się środki antykoncepcyjne? Zostawie to bęz kometarza dalszego.

środa, 5 sierpnia 2009

Jakby ktoś się pytał to żyję. Na razie słaba jestem. Sił nie mam za wiele żeby siedzieć. Jestem po operacji. Wybaczcie więc moja nieobecność.

sobota, 18 lipca 2009

Przemyślenia

Pamiętam jak kilka lat temu miałam kłopoty. Bardzo duże. Początki depresji zaczynały się pojawiać. I właśnie w takich sytuacjach okazuje się,że prawie wszyscy zapominają o tobie. Odsuwają się. Niby ci pseudo przyjaciele rzucą ci jakiś ochłap ale tak żeby nie zabrudzić się. Niby chcą pomóc ale tak żeby ich to nic nie kosztowało, nawet swojego czasu ci nie poświęcą. Z czasem zapominają o tobie. Twoich telefonów już też nie odbierają. Znikasz z ich życia. Ja jednak miałam trochę szczęścia. Okazało się,że mam jednak przyjaciółkę. Jedną ale prawdziwą. I tak zostało do dziś. Mimo dzielących nas kilometrów ona wysłucha, czasem nakrzyczy, czasem pocieszy. Wiem,że jak będę miała potrzebę wyrwania się z codzienności, czy oderwania się od męża mam dwa miejsca, gdzie mogę uciec. I wiecie co? Lżej się żyje. Dwójka przyjaciół wystarcza. Miewam oczywiście kolegó, koleżanki, znajomych. Przyjaciół mam dwójkę. Oni mi pomoga i nie będa bali sie ubrudzenia.

środa, 1 lipca 2009

1 lipiec

Hm...Nie ma właściwie o czym pisać. Zrobiło się w reszcie tak jak powinno być latem , dlatego mnie nie ma bo:
- zajmuję się ogródkiem
- organizuję klomby
- jeżdżę na rowerze z córcią
- koszę trawę
- opalam się
- leniuchuje
- kąpię się w basenie z dzieciaczkami
-itp.
Mam więc co robić. Działka nasza zaczyna wyglądać działkowo. Z reszta aż trudno uwierzyć,że półtora roku temu były tu same haszcze.
Troszkę wyszywam. Dzisiaj dostałam propozycję wystawienia swoich prac. Musze tylko przygotować kilka obrazów związanych z tematyka wiejską. Może w reszcie coś się ruszy w tym temacie. Może warto pokazać się innym ludziom z moimi dziełami. Byłoby miło zarabiać pieniądze robiąc coś co się kocha. Praca i hobby w jednym...mmmm....coś cudownego.
A może ktos z czytających miałby jakiś upatrzony obraz żeby mu wyhaftować?

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Indzia wymyśliła

Tak siedzę i myślę czy coś nowego "zmaluję". Ostatnio mam same nietrafione decyzje i jak już coś robię to popsuję. Nerwy mam maksymalne . Jeszcze na domiar złego Gucio oczywiście mnie krytykuje i dziwi się czemu ja jestem taka " roztrzepana" . Przecież według niego nic takiego się nie dzieje. Czuję się jak nieudacznik życiowy.
Męczą mnie strasznie zabawy w herbatkę z dziećmi , puszczanie samochodów./ Najchętniej aranżuję zabawę dzieciom i uciekam żeby same sobą się zajęły. Gabi wychodzi to świetnie. Ona nie potrzebuje wymyślania jej zabaw. Jej wystarcza jej lalki, kredki, karteczki. Czasem łaskawie sami zaczną bawić się w sklep. U Lolka kosztuje wszystko " piciesiot złoty". Widać chłopak się ceni. Zaczynam powoli doceniać tak mała różnicę wieku. Jednak męczą mnie. jak jestem z nimi to ,co chwila coś chcą, coś marudzą , coś się kłócą a jak mężulek ..... jak dwa aniołki. Jednak im lepiej beze mnie. Pociesza mnie tez......jakoś....wszystko. Znam jednak kogoś, kto usypia ( tak jak ja) przy czytaniu dzieciom, kto nie lubi się z nimi bawić.
Gabi jakaś taka dorosła się robi... nawet sernik na zimno robiła ze mną w sobotę...Jakaś taka pomocniczka się z niej zrobiła...Szkoda tylko,że Lolek tez chce zawsze nam pomagać...
Cierpliwości mi brak na dzieci........Chętnie bym zwiała gdzieś , gdzie nikt nie znajdzie mnie....tak...ale...

środa, 3 czerwca 2009

Przemyślenia indzi.

Jakoś ostanie wiatry nie nastawiają mnie pozytywnie do życia. Wszystko mi z rąk leci. Jestem rozdrażniona i "nieobecna". Miewam do tego koszmary. Oczywiście tęsknię za Warszawą i moim rodzinnym miasteczkiem. Znów czuję się tu obca i niepotrzebna. Cała sobą czuję,że tu nie ma miejsca dla mnie. Nie pasuję do ludzi tu mieszkających. Z drugiej strony Warszawa mnie przytłacza teraz. Wystarczy żebym spędziła tam jeden dzień a mam potworny ból głowy i tydzień mnie trzymać potrafi. Rozdarta jestem. Nie wspominam o tęsknocie za moimi cudownymi przyjaciółmi: kochanej siostrze Dosi i oczywiście Sz. Brakuje mnie wypadów weekendowych do Olsztyna , gdzie sie spotykałam z nimi. Spacerów wieczorem z siostra po starówce czy uroczych rozmów i klimatów sz. Staram się tu zaklimatyzować ....a jakos nie wychodzi mi. Pewnie ze mna jest coś nie tak.
Na dromiar złego Lolkowi leci z noska jak z kranika....a tu już dawno trzeba robić szczepiomkę na pneumokoki...wrrr...pewnie znów skończy się straszną gorączką....Jakoś nie ogarniam myslami tego wszystkiego.... Gabi natomiast nauczyła sie w ciągu kilku minut jeździc na dwóch kółkach na rowerze. Oczywiście jak ją hcwalę to mói,że przecież dwa razy się wywróciła i na zakrętach ,przy zawracaniu, nie wychodzi jej jeszcze. Prefekcjonistka niej rośnie.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Na razie nie mam siły na nic. Oczywiście wiosna soje robi. Zajęłam się ogródkiem na maksa żeby nie myśleć. A o czym? Otóż okazało się,że mam guza i brzydką nadżerkę. Miałam już pobrane próbki do badania i czekam. kos to mnie wybiło z rytmu. Denerwowało mnie. Teraz czekam i poczekam jeszcze 2 tygodnie na wyniki. Trzymajcie wiec kciuki.

poniedziałek, 4 maja 2009

Prezent na komunie

To prezent na komunie dla mojej chrześnicy. Miejmy nadzieję,że spodoba się jej. Ktoś jeszcze chce podobny? Tak siła rozpędu zrobię i trzebo, bo drugi kończy się dla chrześnicy Gucia:)

wtorek, 28 kwietnia 2009

PS. kaczuszka


I zapomniałam o kolejnej wiosennej kaczuszce
Przepraszam za boczne wszystkie zdjęcia.

I znów nowe krzyżyki

Ten misio powstał na zamówienie jednej małej damy;)

A oto inna odsłona tego samego misia ,ale w innej kolorystyce deczko.


I w reszcie coś dla siebie i swojej przyjemności. Moja własna zakładka do książki.

To tyle zdołałam ostatnimi czasy stworzyć. Więcej zdjęć niedługo się pojawi.

czwartek, 23 kwietnia 2009

Jak jest?

Jak u mnie teraz jest? Mam szpital w domu. Karol kończy anginę, która zaczęła się w Wielki
Piątek. Gabi( Bisia) Zaczęła katarem i kaszlem alergicznym ,który dzisiaj przerodził się w zapalenie uszu. Mężulek ma zapalenie oskrzeli. I kto zgadnie które dziecko jest najbardziej uciążliwe? Brawo WYGRAŁAŚ( -EŚ) mężuś. A ja? No wiadomo . Ledwo dycham z tego wszystkiego. NA nic czasu nie mam. Karo, trzyma się bez większego marudzenia. Gabi sobie pojękuje, bo uszy to bolą. Za to Gucio marudzi, stęka, jęczy, pokłada się.... normalnie umiera w tej chorobie. Ale....przyszła we wtorek rama do nowego roweru jego i co? Okazało się,że brakuje mu jeszcze jakiejś części. Więc wczoraj mężuś nagle cudownie ozdrowiony wsiadł w samochód i pojechał do sklepu z rowerami. Nagle miał siłę. Nagle cudowny humor, nagle wszystko cudownie. I tyle werwy i energii w niego wstąpiło. Aż przyjemnie było popatrzeć. Jednak krótko trwała moja radość, bo po powrocie choroba wróciła. Jednak ja już nie byłam taka słodka. .
Do tego wszystkiego mamy wycieczkę do Warszawy jutro do CZD i to przekładaną już raz. A,że na wizytę czeka się 3 miesiące to jedziemy. Gabi będzie zaocznie ją odbywała u babci Zosi bądź u teścia. Zobaczymy jak to wyjdzie. Trzymajcie kciuki.

środa, 15 kwietnia 2009

JAK BÓG STWORZYŁ MAMĘ



Dobry Bóg zdecydował, że stworzy... MATKĘ.
Męczył się z tym już od sześciu dni, kiedy pojawił się przed Nim anioł i zapytał:
- To na nią tracisz tak dużo czasu, tak?

Bóg rzekł:
- Owszem, ale czy przeczytałeś dokładnie to zarządzenie?
Posłuchaj, ona musi nadawać się do mycia prania,
lecz nie może być z plastiku... powinna składać się ze stu osiemdziesięciu części,
z których każda musi być wymienialna...
żywić się kawą i resztkami jedzenia z poprzedniego dnia...
umieć pocałować w taki sposób, by wyleczyć wszystko -
od bolącej skaleczonej nogi aż po złamane serce...
no i musi mieć do pracy sześć par rąk.

Anioł z niedowierzaniem potrząsnął głową:

- Sześć par?

- Tak! Ale cała trudność nie polega na rękach

- rzekł dobry Bóg.

Najbardziej skomplikowane są trzy pary oczu, które musi posiadać mama.

- Tak dużo?

Bóg przytaknął:

-Jedna para, by widzieć wszystko przez zamknięte drzwi,
zamiast pytać: "Dzieci, co tam wyprawiacie?".
Druga para ma być umieszczona z tyłu głowy,
aby mogła widzieć to, czego nie powinna oglądać,
ale o czym koniecznie musi wiedzieć. I jeszcze jedna para,
żeby po kryjomu przesłać spojrzenie synowi,
który wpadł w tarapaty: "Rozumiem to i kocham cię".

- Panie - rzekł anioł, kładąc Boga rękę na ramieniu - połóż się spać.
Jutro też jest dzień

- Nie mogę odparł Bóg, a zresztą już prawie skończyłem.

Udało mi się osiągnąć to, że sama zdrowieje, jeśli jest chora,
że potrafi przygotować sobotnio-niedzielny obiad
na sześć osób z pół kilograma mielonego misa
oraz jest w stanie utrzyma pod prysznicem dziewięcioletniego chłopca.

Anioł powoli obszedł ze wszystkich stron model matki,
przyglądając mu się uważnie, a potem westchnął:

- Jest zbyt delikatna.

- Ale za to jaka odporna! - rzekł z zapałem Pan.

- Zupełnie nie masz pojęcia o tym,
co potrafi osiągnąć lub wytrzymać taka jedna mama.

- Czy umie myśleć?

- Nie tylko. Potrafi także zrobić najlepszy użytek z szarych komórek
oraz dochodzić do kompromisów.

Anioł pokiwał głową,
podszedł do modelu matki przesunął palcem po jego policzku.

- Tutaj coś przecieka - stwierdził.

- Nic tutaj nie przecieka - uciął krótko Pan. - To łza.

- A do czego to służy?

- Wyraża radość, smutek, rozczarowanie, ból, samotność i dumę.

- Jesteś genialny! - zawołał anioł.
- Prawdę mówiąc, to nie ja umieściłem tutaj tę łzę
- melancholijnie westchnął Bóg.

środa, 1 kwietnia 2009

Znów nowe zdjęcia krzyżyków

Życzę miłego oglądania:)


Oto moja bardzo stara praca. Moja mama uparła się ją oprawić więc...

I jeszcze nowe zdjęcia moich pociech.


poniedziałek, 30 marca 2009

Wyhaftowany Dzwoneczek

I tak oto w sobotę został ukończony Dzwoneczek dla córki przyjaciółki. Nawet go wyprasować nie zdarzyłam. Niezbyt udana praca, ale można oglądać:




Nie wiem czemu nie da się tej wróżki obrócić. Wszystko jest dobrze jak wstawiam a jak juz wstawiony to taki efekt. Więc przepraszam.

sobota, 28 marca 2009

Już mam pięć lat.

Wczoraj wieczorem o 23.05 moja córeczka skończyła pięć latek. Ona od rana twierdzi,że inaczej się czuje, bo" Mamo pięć lat to poważny wiek. Zaraz będę musiała męża szukać." I ja tu nie robić podsumowań. Skoro mała córeczka zaraz męża będzie szukać to ja zaraz będę babcią. O rany jak tu być młoda babcią? Przecież ja dopiero niedawno porodziłam dwójkę małych dzieci. Chociaż przyznam,że w szpitalu w stolicy to większość mam była w moim bądź zbliżonym wieku tak tu na prowincji byłam jedną z najstarszych . Tylko dwie kobitki na całym oddziale były starsze ode mnie , ale to "ryczące" czterdziestki więc....
A więc wracając do tematu zrobiłąm sobie małe podsumowanie i ogarnięcie ostatniej pięciolatki. Hmmm dużo się tego wydarzyło . Po krótce:
* zrezygnowanie z pracy w szkole
* praca na kontrakcie w jednej z firm kosmetycznych
*(bezrobocie) czyli praca w dom , jasniej jeszcze tłumacząc wychowywanie dzieci( to chyba ze 3 etaty)
* przeprowadzka w całkiem obce miejsce.
Jeszcze więcej tego bło , jednak zbyt osobiste zeby tu pisać.


************************
A teraz z całkiem innej beczki, czyli Lolek powiedział. Ponieważ terśc mieszka w tej samej klatce co my ,więc dzieci często biegają do niego. Wczoraj usłyszeliśmy ,co mówi dziadek jak się zdenerwuje. Całe szczęscie,że to było cenzuralne.
Lolek bawiac sie grzecznie w karminie lalki mwói nagle głośno: "O RANY!! O LUDZIE!! RANY JULEK!!.





środa, 25 marca 2009

Pracy potrzebuję

Tak to codziennie czekam na odpowiedź w sprawie pracy. Miały być dwie odpowiedzi ale jakoś tak zamilkło więc może jedna się zdarzy. Chciałam swoje prace o tematyce dziecinnej wstawia c do galerii. Chciałam trochę zarobić na swoim hobby. Smutno mi teraz bo też i tu zamilkło. A jak tak liczyłam na to. Jakoś miałam dużo entuzjazmu. Nawet zamówienia od ludzi bym zebrała żeby tylko trochę zarobić. Widocznie taki mój los.
A w domu jak zwykle dużo się dzieje. My z Gabi już skończyłyśmy grypę. Za to Lolek jest w fazie zdrowienia. On tez ma ostatni dziwne reakcje. Wszystko chce wymuszać krzykiem. Muszę jakąś strategie obmyśleć. Z Gabi nie było takich problemów, więc nie mam doświadczenia w takim postępowaniu. Ten mały kawaler teraz dodatkowo krzyczy w nocy, budząc się i woła mnie. I jak tu przetrwać wszysyo? Jaksobie dawać radę? Kiedy to mężulek wraca ok 20 z pracy. Cale dnie sama.
Uciekam umyć Lolka bo się strasznie wybrudził...wrrr...

wtorek, 24 marca 2009

Co na urodziny?

Hmmm...zbliżają się piąte urodziny Gabi wielkimi krokami. Właściwie są już przeogromne. To już w piątek. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego ile lat przybyło. Ile się wydarzyło. W ciągu ostatnich 6 lat wydarzyło się u mnie tyle, co u innych w dwadzieścia lat. Jednak szczęśliwie się wszystko skończyło i mam nadzieję,że to będzie już stała.
Gabi natomist od kilku miesięcy przejaia zdoności szycia i szydełkowania. Ciągle udaje ,że ma maszynę do szycia i coś tworzy. Dzisiaj była to suknia balowa, wczoraj- pościel do wózka lalki itp. I tak mama "bije się" z myślami czy nie sprawic dziecku maszyny. Tylko pojawia się drugi problem. Czy Lolek nie wsadzi palca i nie przeszyje sobie? I jk tu zadowoić dwoje dzieci i pogodzić? Kto doradzi? Kto taki mądry?

poniedziałek, 23 marca 2009

Krzyżykowe konie

Tak się ucieszyłam moimi końmi,które zawisły ale przecież nie zamieściłam zdjęcia. Ale ja jestem strasznie roztrzepana kobieta. Aż dziwne,że jako dziecko byłam strasznie spokojna i bardzo grzeczna. A teraz...wszędzie mnie pełno.Jakaś taka rozbrykana jestem. Wróćmy do tematu koni. Zamieszczam zdjęcie:

piątek, 20 marca 2009

Wiosna nadchodzi?

Ja nie wiem zupełnie co się stało z moim mężem. Od soboty wykonuje prace domowe, które od roku a nawet dwóch czekały. Nawet wyhaftowane konie zawisły wczoraj na ścianie. Nagle światło nad lustrem w łazience cało się naprawić od tak od razu bez marudzenia, jęczenia i tym podobnych. Szufladę w dziecinnym łóżku też naprawił. Nie wiem czy to wiosenne sprawy i energia czy dlatego,że ja wyszła kilka razy do koleżanki. Nie mam pojęcia. A nawet miał utrudnienie bo Lolek zostawał z nim. Zabierałam tylko Gabi, bo dla niej towarzystwo było u koleżanek. Tak czy inaczej kilka rzeczy jest zrobionych i cieszy to moje oko. Tylko trochę dziwnie mi patrzeć na ścianę, pustą do wczorajszego wieczora, a teraz tam są moje "wypociny".
Oczywiście jak obraz zawisł to Indzia stwierdziła.że jakoś tak pusto dalej i trzeba pomyśleć o dalszym gospodarowaniu ściany. Przecież coś muszę powyszywać żeby nie było mi nudno. a jak ogólnie wiadomo: jak mam za dużo czasu to przychodzą mi do głowy różne głupie pomysły.
Ja jako kobieta pełna energii postanowiłam zaklinać wiosnę. Na stole w pokoju położyłam śliczny wiosenny obrusik, chowając jednocześnie śliczny zimowy z płatkami śniegu. W niedziele wystroiłam się wiosennie, bo przecież piękne słoneczko świeciło i było cieplutko. Nawet nastrój mam wiosenny. Nie rozumiem jednak zupełnie czemu zima wróciła. Ja tu czaruję a wiosna wypięła się na mnie. To niesprawiedliwe. Jak ona tak mogła mi zrobić?

piątek, 13 marca 2009

Haft krzyżykowy

Jak widać całkiem krzyżyki mi zawładnęły życie(oczywi ście pomijam dzieci i całą reszte przychówka). Daltego pokazuje moje osttanie dwie prace:


Króliczek dla mojego małego Skarbka:



A ten oto misio z poduszeczką jest bezpański:(



Tyle to ja narobiłam ostatnimi czasy. A teraz nie będę nikomu głowy zawracać moimi głupotkami.

piątek, 20 lutego 2009

Miz masz robótkowy i życiowy.


Oczywiście kaczuchy były wykonane w odwrotnej kolejności. Jeszcze trzeba pomyśleć na co je naszyje i będzie gotowe. O wypraniu nie wspomnę. Kto przyjdzie chętny naszyć je na mojej maszynie?
Poza tym,że Karol miał trzydniową gorączkę 40 stopni i nie spałam to wszystko ok. Dzisiaj osłabiony i podwójnie jęczący. Ja jak pies Pluto bez sił. Ale może jednak jestem baba nie do zdarcia bo rano jakoś dałam rade na godzinne sanki z Gabi wyskoczyć, korzystając z okazji,ze dziadek Henio został z dzieciakami
Przeżyłam dwa najazdy rodziców. Najpierw mama nas nawiedziła a potem tata. Jakoś tak się wymienili tym razem.
Cieszę się i boję z powodu zbliżającego się jakiegoś miesiąca w mojej ukochanej Warszawie i okolicach. Wtajemniczeni wiedzą czemu się boje.....