piątek, 20 lutego 2009

Miz masz robótkowy i życiowy.


Oczywiście kaczuchy były wykonane w odwrotnej kolejności. Jeszcze trzeba pomyśleć na co je naszyje i będzie gotowe. O wypraniu nie wspomnę. Kto przyjdzie chętny naszyć je na mojej maszynie?
Poza tym,że Karol miał trzydniową gorączkę 40 stopni i nie spałam to wszystko ok. Dzisiaj osłabiony i podwójnie jęczący. Ja jak pies Pluto bez sił. Ale może jednak jestem baba nie do zdarcia bo rano jakoś dałam rade na godzinne sanki z Gabi wyskoczyć, korzystając z okazji,ze dziadek Henio został z dzieciakami
Przeżyłam dwa najazdy rodziców. Najpierw mama nas nawiedziła a potem tata. Jakoś tak się wymienili tym razem.
Cieszę się i boję z powodu zbliżającego się jakiegoś miesiąca w mojej ukochanej Warszawie i okolicach. Wtajemniczeni wiedzą czemu się boje.....

wtorek, 10 lutego 2009

O wszystkim

Gabi dzisiaj rano:
-Mamo narysuj mi delfinka keczupem na kanapeczce?
Mama grzecznie butelkę wzięła, a że nie ma zbytnich zdolności do rysowania, to wyszła taka trochę pokraka.
Gabi (prawie) zadowolona :
-Mamo ale to foka ci wyszła a nie delfin. Musisz się postarać następnym razem.
Hmmm ciekawe skąd się nauczyła tego. Ma tez jednocześnie ostatnio fazę dobierania idealnego ubrań. Dzisiaj np. musiała być różowa bluzeczka w gwiazdki i spódniczka też różowa w gwiazdki. Rajstopy nie mogły być białe ani kremowe tyko tez różowe. Skąd ona taka kolorystyczna się zrobiła. Nawet niteczki do moich prac dobiera ze mną. Nawet ma dobry gust. Muszę jej to przyznać.
Karol dla odmiany ma fazę mówienia niezbyt ładnych wyrazów. Kończą się takie wypowiedzi głośnym Buahahaha. Oczywiście sąsiedzi na pewno ten śmiech słyszą za każdym razem. Dzisiaj rano chodził i mówił pod nosem niby to do siebie: - Chlebek dupka.
Nie myślcie sobie,że te moje latorośle są grzeczne zawsze. Nic podobnego. To jest takie zwyczajne rodzeństwo. Kiedy Gabi bierze jakąś zabawkę to Lolek za chwilę chce się bawić w tym samym momencie ta zabawka ,którą siostra trzyma w ręku. Nie pasują wtedy żadne zamienniki.
A ja? Miałam wczoraj doła jak cholera. Źle mi było. Chciałam zdzwonić po.....żeby mnie zabrał z dziećmi do siebie, gdzie telefon nie działa. Gdzie 9podobno) jest śnieg. Było mi źle i źle i źle. Nawet wieczorem haftować nie mogłam. W moim przypadku to katastrofa. Czekolada też nie pomogła. Rano dowiedziałam się,że jedni przyjaciele się rozwodzą. To były ich pierwsze miłości. Nagle jakoś mniej więcej w tym samym czasie zrobili odskocznie sobie z innym partnerem i okazało się,że seks z żoną czy mężem nie daje tyle przyjemności co z innymi. Pod wieczór mój przyjaciel z płaczem zadzwonił,że żona się wyprowadziła. Dzieci zostawiła u niego. Zostawiła rodzinę, a raczej porzuciła dla młodszego.... to tez identyczny przypadek. Byli ze sobą od zawsze.......Jedak jak się za wcześnie pobierają ludzie....i nie maja tylko tego jedynego partnera....to potem takie są owoce. Okazuje się, że jednak mimo wszystko ten nie spełniał do końca oczekiwań. a jak tak niedawno przecież uwierzyłam w miłość.....przedłożyłam inne sprawy nad innymi. Doceniłam ciepło ogniska...a tu mnie bombardują takimi wiadomościami. Czy ja jestem jednym ramieniem do wypłakania? Przecież ja mieszkam 180km od nich. Nie da się ze mną tak od niechcenia umówić na kawę czy wpaść do mnie. tu jest cała wyprawa. POMOCY....ja tez mam swoja wytrzymałość. Jestem zbyt wrażliwa żeby dawać sobie radę z takimi sensacjami w takich ilościach.
Pracę w szkole też tak źle znosiłam. Nie dawałam sobie rady z problemami dzieci. a one często mają STRASZNE problemy. Rodzice piją, czasem są molestowane, nie maja co jeść....można mnożyć...dorosły nie radzi z nimi te małe istotki jakoś dają rade funkcjonować.

niedziela, 8 lutego 2009

Hafty krzyżykowe( niektóre prace)

Ukochana poduszka Gabi.
To podusia dla Oli.
Aniołek na choinkę dal mojej ukochanej siostry, przyjaciółki Dosi.
T%o prezent na Zofii. Dla babci Zosi naszej kochanej.
Zakładka do książki dla mojej bratanicy.
Kolejny koń.
Kocham konie. A jeszcze bardziej kocham e wyszywać....
Zima wyszyta dla mojej mamy
Ta wiosna też dla mamy.Miały to być wszystkie pory roku ale...jakoś kilka wyszło z domu.....

Mój pierwszy obrazek



poniedziałek, 2 lutego 2009

Zasłyszane

Znudzony brakiem rozrywki władca Chin, postanowił się rozerwać i wypowiedzieć komuś wojnę, więc dzwoni do prezydenta USA i mówi:
- Słuchaj, stary, chcę ci w imieniu wielkich Chin wypowiedzieć wojnę!
Prezydent mając na względzie trwające działania wojenne w Iraku i Afganistanie, dyplomatycznie odpowiada:
- Wiesz co? Nasze dwa wielkie narody nie powinny ze sobą walczyć, prowadzimy wiele interesów, więc chyba to nie jest dobry pomysł.
Władca Chin zasmucił się, ale dzwoni z tą samą ofertą do Rosjan. Putin znając siłę Chin jednak też odmawia, przypominając braterskie stosunki, jakie łączą te dwa kraje. Wojowniczy boss kraju środka nie rezygnuje jednak i dzwoni kolejno do Francji,Anglii, Niemiec, jednak wszyscy prezydenci stanowczo mu odmawiają. Wtedy gość wpada na genialny pomysł:
- Zadzwonię do Polski, to wojowniczy naród, zawsze walczący, mają wielkie doświadczenie w tej dziedzinie, tak Polska nie odmówi, jestem tego pewien.
Bierze telefon i dzwoni do polskiego prezydenta, z propozycją wojny. Prezydent wysłuchał go dokładnie i zadaje pytanie:
- Słuchaj, mistrzu, a powiedz ty mi, ilu was tam jest w tych Chinach?
- Półtora miliarda - pada radosna odpowiedź i w tym momencie następuje dłuższa chwila ciszy. Zniecierpliwiony wódz Chińczyków pyta:
- I co, przestraszyłeś się?
- Nie - odpowiada prezydent - tylko się zastanawiam, gdzie my was wszystkich pochowamy.