poniedziałek, 8 czerwca 2009

Indzia wymyśliła

Tak siedzę i myślę czy coś nowego "zmaluję". Ostatnio mam same nietrafione decyzje i jak już coś robię to popsuję. Nerwy mam maksymalne . Jeszcze na domiar złego Gucio oczywiście mnie krytykuje i dziwi się czemu ja jestem taka " roztrzepana" . Przecież według niego nic takiego się nie dzieje. Czuję się jak nieudacznik życiowy.
Męczą mnie strasznie zabawy w herbatkę z dziećmi , puszczanie samochodów./ Najchętniej aranżuję zabawę dzieciom i uciekam żeby same sobą się zajęły. Gabi wychodzi to świetnie. Ona nie potrzebuje wymyślania jej zabaw. Jej wystarcza jej lalki, kredki, karteczki. Czasem łaskawie sami zaczną bawić się w sklep. U Lolka kosztuje wszystko " piciesiot złoty". Widać chłopak się ceni. Zaczynam powoli doceniać tak mała różnicę wieku. Jednak męczą mnie. jak jestem z nimi to ,co chwila coś chcą, coś marudzą , coś się kłócą a jak mężulek ..... jak dwa aniołki. Jednak im lepiej beze mnie. Pociesza mnie tez......jakoś....wszystko. Znam jednak kogoś, kto usypia ( tak jak ja) przy czytaniu dzieciom, kto nie lubi się z nimi bawić.
Gabi jakaś taka dorosła się robi... nawet sernik na zimno robiła ze mną w sobotę...Jakaś taka pomocniczka się z niej zrobiła...Szkoda tylko,że Lolek tez chce zawsze nam pomagać...
Cierpliwości mi brak na dzieci........Chętnie bym zwiała gdzieś , gdzie nikt nie znajdzie mnie....tak...ale...

środa, 3 czerwca 2009

Przemyślenia indzi.

Jakoś ostanie wiatry nie nastawiają mnie pozytywnie do życia. Wszystko mi z rąk leci. Jestem rozdrażniona i "nieobecna". Miewam do tego koszmary. Oczywiście tęsknię za Warszawą i moim rodzinnym miasteczkiem. Znów czuję się tu obca i niepotrzebna. Cała sobą czuję,że tu nie ma miejsca dla mnie. Nie pasuję do ludzi tu mieszkających. Z drugiej strony Warszawa mnie przytłacza teraz. Wystarczy żebym spędziła tam jeden dzień a mam potworny ból głowy i tydzień mnie trzymać potrafi. Rozdarta jestem. Nie wspominam o tęsknocie za moimi cudownymi przyjaciółmi: kochanej siostrze Dosi i oczywiście Sz. Brakuje mnie wypadów weekendowych do Olsztyna , gdzie sie spotykałam z nimi. Spacerów wieczorem z siostra po starówce czy uroczych rozmów i klimatów sz. Staram się tu zaklimatyzować ....a jakos nie wychodzi mi. Pewnie ze mna jest coś nie tak.
Na dromiar złego Lolkowi leci z noska jak z kranika....a tu już dawno trzeba robić szczepiomkę na pneumokoki...wrrr...pewnie znów skończy się straszną gorączką....Jakoś nie ogarniam myslami tego wszystkiego.... Gabi natomiast nauczyła sie w ciągu kilku minut jeździc na dwóch kółkach na rowerze. Oczywiście jak ją hcwalę to mói,że przecież dwa razy się wywróciła i na zakrętach ,przy zawracaniu, nie wychodzi jej jeszcze. Prefekcjonistka niej rośnie.

poniedziałek, 1 czerwca 2009

Na razie nie mam siły na nic. Oczywiście wiosna soje robi. Zajęłam się ogródkiem na maksa żeby nie myśleć. A o czym? Otóż okazało się,że mam guza i brzydką nadżerkę. Miałam już pobrane próbki do badania i czekam. kos to mnie wybiło z rytmu. Denerwowało mnie. Teraz czekam i poczekam jeszcze 2 tygodnie na wyniki. Trzymajcie wiec kciuki.